poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 22

[Ada]
Byłam w jakiejś sali. Zobaczyłam jak ktoś zakłada mi wenflon i podłącza mnie pod kroplówkę. Co się działo?
-Wybudziła się ! - krzyknęła jakaś pielęgniarka.
Podszedł jakiś lekarz , zbadał mnie i wyszedł. Chwile po tym weszła Zuzia i Marco.
-Ada?!!!!-Podeszła do mnie Zuzia.-Jak się czujesz?
-Co z Agą?- odpowiedziałam jej pytaniem.
-Wszystko jest OK, z dzieckiem też...Kuba przyjechał...
-Powie mu?-zapytałam
-Chyba tak...
-To dobrze - uśmiechnęłam się.
W tym czasie do sali wbiegł zdyszany Klopp, któremu bieg z auta, na piętro był chyba potrzebny jako dobry trening. Zmachany staną przy łóżku.
-Ada?!Ada!
-Spokojnie-uspokoiłam go-żyję.
-Co się stało?-zapytał patrząc na zakrwawionego Marco
- Szłam na spotkanie z Agą w parku, szli jacyś ludzie przede mną podeszli do Agnieszki...Zaczęli ją zaczepiać , potem bić... Ja zaczęłam biec w tamtym kierunku. Ale oni byli silniejsi, zaatakowali nas...Aga dostała w brzuch, uderzyłam tego faceta i kazałam Agnieszce biec...-nie mogłam już dalej mówić... Zaczęło mi się ciężej oddychać, urządzenie do którego byłam podpięta zaczęło pikać, a ja coraz bardziej traciłam oddech. Podbiegł lekarz i nałożył mi maskę tlenową...Lepiej... Jurgen spojrzał na mnie wzrokiem tak bardzo zmartwionego,a ja tylko wiedziałam , że zrobiłam dobrze.
Do szpitala weszła czwórka facetów-piłkarzy Borussi Dortmund. Jakub, Łukasz , Mats i Durm.
-Ja do Sielskiej Agnieszki- powiedział Kuba w recepcji.
[Kuba]
Poszedłem pod salę 16 w której leżała Aga.
-Agnieszka??!!!Co ci się stało?
-Pobili nas...
-"Nas" czyli?
Spytałem i zobaczyłem wychodzącego z sali 26 Marco, całego we krwi.
-Marco?!-zapytałem patrząc na Agę.
-Nie...To znaczy... Ja i Ada...
Poczułem dziwne uczucie w dwóch salach leżały dwie równo ważne dla mnie osoby, ale z żadną z nich nie byłem.
-Co się stało?
-Podeszło dwóch facetów, zaczęli coś do mnie mówić, podbiegła Ada..zaczęliśmy się szarpać oni byli silniejsi, lepiej zbudowani, ja ...dostałam w brzuch...Ada też...Ale wstała i uderzyła tego który mnie bił, kazała mi uciekać ..ja..
Po jej policzku zaczęły płynąć łzy.
-Ale nie po to dzwoniłam, ja muszę Ci coś powiedzieć. Jest Mats?
-Tak, na korytarzu...
-Poprosisz go?
-Tak...
Wyszedłem i zawołałem Matsa... Wszedł do sali i z niecierpliwieni czekaliśmy co chce nam powiedzieć...Może..chciałaby do mnie wrócić?
-Ja...-zaczęła nerwowo nadal ze łzami na poliku-Ja... jestem w ciąży...
Zamurowało nas. Czyje to dziecko. Przecież my.... TO MOŻE BYĆ MOJE DZIECKO!!!!!!!!!!!!!
[Mats]
Byłem w kompletnym szoku. Oczywiście w normalnej sytuacji cieszyłbym się, ale co mam robić , gdy ona leży w szpitalu, obok stoi facet , który równie dobrze tez może być ojcem... Miałem kompletny mętlik w głowie...
[Kuba]
Wyszedłem. Nie dałem rady wytrzymać wzroku Matsa i Agi.  Stanąłem przed salą nr 26. Zobaczyłem, że siedzi tam już Piszczu i Kloppo. Zastanawiam się dłuższą chwilę czy tam wejść. Jesteśmy już pogodzeni, ale... Dobra wchodzę...
[Ada]
W drzwiach stał Kuba.Patrzył na mnie tak jakby pytał się czy może wejść. Uśmiechnęłam się tylko, bo Jurgen nie pozwalał mi nawet na chwilę ściągnąć maski tlenowej.Wszedł i staną za Łukaszem, który siedział razem z Kloppem przy łóżku.
-Dziękuję...-powiedział
-Za co?- zdjęłam na chwilę maskę tlenową, na co oczywiście Jurgen szybko zareagował.
-Za to, że uratowałaś...Agnieszkę i ...prawdopodobnie moje dziecko.
Widziałam tylko jak Kloppo mierzy go za te ostatnie słowa wzrokiem.
Uśmiechałam się do niego. Nic mnie już z nim nie łączy. NIC. Więc nie zabolały mnie te słowa...Jurgena złapałam za rękę, żeby się uspokoił, poczułam jego ciepły wzrok i ten uśmiech...
Byłam zmęczona poszłam spać. Poszedł Kuba i Łukasz, a Kloppo cały czas dzielnie siedział.
-Idź już do domu-powiedziałam
-Nie zostawię Cię...
-Idź, wyśpij się, zjedz coś. Nie będziesz tu tak siedział. Wrócisz rano.
-Ale...
-Nie ma żadnego Ale.
Poszedł w końcu do domu, czasem to taki słodki uparciuch, ale dziś to ja postawiłam na swoje.
-----------------------------
No to dla tej Pani , która dzielnie walczyła o te 5 komentarzy (Wcale nie AGA, i wcale nie ściągam pomysłu z "wcale") XD
No to teraz 6 kom. :D i kolejny rozdział :))))))))

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 21

No to dla Agnieszki ♥
--------------------
Spotkałyśmy się z Klaudią i trenowałyśmy. Okazało się, że wie już o ciąży Agi.
-A ty jak się z tym czujesz?- zapytała.
-Nie wiem...Wiesz nic mnie z nim już nie łączy, ale...
Nie czułam nic do niego, nie kłamałam, ale nie ukrywam też, że był dla mnie kimś ważnym. Po Karolu myślałam, że już nikomu nie zaufam.A jednak...i tak skończyło się jak ostatnio. Najgorsze jest to, że Jurgen na tym cierpi. Przecież jemu też w końcu skończy się cierpliwość do tych moich ...humorków.
 Po treningu z Klaudią wróciłam do domu. Do domu Kloppo.
-Hej! Już jestem!- powiedziałam w drzwiach.
-Po treningu?
-Skąd wiesz?- byłam zdziwiona , nic mu nie mówiłam
-Ja już Cię znam! - i uśmiechną się szeroko.
Poszłam do łazienki. Czułam się co raz bardziej swobodnie w jego domu. W końcu ktoś zapukał do drzwi łazienki.
-A masz w co się przebrać?
Nie pomyślałam, prawda. Geniusz-Adriana pozdrawia.
-Pomyślałem o tym, tam po prawej stronie leży nowy dres, jeszcze z metką. Pewnie będzie trochę za duży, ale...
-Dziękuję!!!!!!!!
No rzeczywiście był "troszkę " za duży, ale liczą się intencje :D Poszłam na obiad, który znowu SAM ugotował Kloppo.
W końcu ktoś zadzwonił.
-Ada? Jestem już w domu, ja... proszę porozmawiajmy!
Zastanowiłam się przez chwile, czy tego chcę...
-Dobrze, za chwilę przyjadę.
-Aaa...nie ma Cię w domu?
-Nie...daj mi 15 minut.
-Muszę lecieć - powiedziałam do Kloppa.
-Do Agi?
-Ty przypadkiem za dużo nie wiesz?- zaczęłam się śmiać
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Staliśmy twarzą w twarz. To pora ? To już? Nie, nie wycofam się drugi raz? Nie zrobię mu tego!Zamknęłam oczy. Miałam stresa, tak jakby był to mój pierwszy pocałunek...Ale było cudownie. Uśmiechnięta już ruszyłam do Agi.
[Klopp]
Udało się! Zaufała mi ! To już jakiś krok! Mam nadzieje, że pogadają sobie z Agą i będzie wszystko ok
[Ada]
jechałam cała w skowronkach, nie ważne , że zaraz miałam rozmawiać o prawdopodobnie przyszłym dziecku Kuby, o którym , swoją drogą nic nie wiedział. Dostałam sms-a, od Agi.
"Będę czekać w naszym parku".
Skręciłam w kolejną uliczkę. Byłam na parkingu, przed parkiem, w którym gadałam z Łukaszem...moim bratem. W ostatnim czasie trochę dużo się podziało.Zaparkowałam i poszłam w tym za dużym dresie przez uliczkę pełną w lato kwiatów. Przede mną szedł mężczyzna w garniturze, obok niego drugi zaraz z trzeciej alejki wyszedł kolejny. Dziwnie to wyglądało. Ale zobaczyłam już siedzącą na ławce Agę i do niej teraz szłam. Jeden z mężczyzn , gdzieś skręcił. Dwóch podeszło do Agi. Znajomi? Nie wyglądało na to. Zaczęli ją szarpać.
-Zostawcie ją!- krzyknęłam i zaczęłam biec w ich kierunku.
-Ada!!!!!!!-krzyczała Agnieszka.
Podbiegłam do nich i zaczęłam się szarpać z jednym z nich. Oczywiście nie miałam szans, wielki wyższy facet był wysportowany i zdecydowanie silniejszy ode mnie i Agi. Dostałam czymś w brzuch, ja i Aga. Ja to tam ja?! Ale Agnieszka! Przecież ona jest w ciąży! Próbowałam wstać. uderzyłam jednego z facetów , który bił Agnieszkę tam gdzie musiał go zaboleć. Facet skrzywił się i zwiną z bólu.
-Aga uciekaj!!!!!!!!- krzyczałam do niej
-Ale...
-Uciekaj....- zdążyłam krzyknąć, gdy znowu zaczęli bić.
Agnieszka była już bezpieczna. Tylko co teraz!?
[Agnieszka]
Biegłam przed siebie, nie wiem co się wydarzyło, co teraz z Adą. Wpadłam na Marco, który wychodził od Zuzi.
-MARCO!!!!
-Nie biegaj w swoim stanie. -spojrzał na mnie , na moja posiniaczoną twarz- Kto Ci to zrobił? Choć jedziemy do lekarza!
-Nie!! Marco!!
-Nie ma gadania..chodź...
-Marco! Wysłuchaj , proszę! Tam w parku, Ada...
-Ada ci to zrobiła?
-Nie! faceci..Ada kazała uciekać, ona tam jest!!!!!
Marco szybko kazał mi iść do Zuzi i pojechać z nią do szpitala.
Zrobiłam tak. Ona oczywiście martwiła się teraz o Marco, Adę o mnie...wszystko na jej głowie...
[Marco]
Nie miałem tak naprawdę pojęcia, gdzie biegnę. Do Parku. Tyle powiedziała mi Aga, nawet nie wiem co się tam wydarzyło, albo nadal dzieje. usłyszałem w końcu głos Ady. Czy w tym parku nie ma ludzi? Ludzie uciekają zamiast pomagać??Jest! Rzuciłem się na jakiegoś faceta. Niby w garniturku, a silny był jak sportowiec. Obok drugi zwijał się z jakiegoś powodu z bólu. W końcu udało mi się powalić faceta. To była jednak tylko chwila, szybko zaczął się podnosić. Nie było na nic czasu. Wziąłem już nieprzytomną Adę na ręce i pobiegłem szybko , żeby wyjść z parku. Nie było na nic czasu. Karetka będzie tu za kilka minut. Nie było na co czekać. Spojrzałem tylko na moje sportowe auto.  Znowu...musiałem jechać spokojnie, no ale nie da się jechać spokojnie! Ona jest nie przytomna!!! Musiałem nie myśleć o tym wypadku , który był kiedyś. A co z Agą? Dojechały już z Zuzką do szpitala? Co się stało dziecku? Kompletny mętlik! Zżyłem się już z dziewczynami, byliśmy paczką przyjaciół od jakiegoś czasu... gdyby tylko Kuba nie wywiną takich rzeczy...nie myślałem , że taki jest...Z resztą ! O czym ja teraz myślę?!
Chwilę później byliśmy pod szpitalem. Zobaczyłem auto mojej narzeczonej, już były w środku.  Zawołałem kogo się dało , gdy wszedłem do szpitala z zakrwawiona Adą na rękach. Otworzyła oczy.
-Marco? - zapytała
-Ciii.. nie mów nic... - próbowałem ją uspokoić.
-Co z Agą?- pytała coraz ciszej, aż trudno było ją usłyszeć.
-Spokojnie, wszystko jest OK.
Znowu zamknęła oczy.
-Ada! patrz na mnie ADA!!! LEKARZ! CZY JEST TU JAKIŚ LEKARZ!
Raz w życiu ta sława mogła by się przydać w życiu prywatnym. Ktoś mnie usłyszał przybiegł szybko z noszami, zabrali gdzieś Adę. Zadzwoniłem do Zuzanny.
-Gdzie jesteście?
-Na SOR-ze.
-Idę do Was.
[Zuzka]
Marco przyszedł do nas.
-Co z Agą?
-Wzięli ja na badania...A ...znalazłeś Adę?? Aga cały czas panikowała , mówiła coś, Ada, park, oni bili...ona uderzyła jednego, kazała jej biec...
-Tak, znalazłem ją. Była nieprzytomna, wzięli ją gdzieś na odział. Przebudziła się na chwilę jak ja tu przywiozłem...pytała się o Agę...
-Musimy zadzwonić do Jurgena...
-I Matsa, Kuby...
-Dobra, ja dzwonię do Kloppo- powiedział Marco.
[Kloppo]
Czekałem, aż Ada przyjedzie, ten pocałunek dał mi nadzieję, że będzie wszystko dobrze. Nagle zadzwonił Marco. O tej porze? w wolne?
-Trenerze? Niech Pan przyjedzie do szpitala...
-Coś Ci się  stało?
-Nie...Agnieszce i ...Adzie.
Gdy usłyszałem imię Adriany szybko się rozłączyłem, nie chciałem nic więcej wiedziec , jechałem tak szybko jak tylko się dało.
[Aga]
Zadzwoniłam do Kuby. Musiał wiedzieć.
-Kuba...przyjedziesz do szpitala?
-Co? Coś Ci sie stało?
-To nie jest rozmowa na telefon...
-------------------------------------------
I jest! Teraz , musi być 5 kom. i kolejny :)










sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 20

O taaaaak! Kolejny poranek w ciepłym łóżeczku! bez budzika, pobudek itd! Wstałam z łóżka i podreptałam do kuchni na śniadanie, włączyłam laptopa i popisałam trochę o akcji Anki: healthy four! Podpisywałam na mejle i zadzwoniłam na skype do Anity! Pogadałyśmy chwilę, ta oczywiście nie mogła uwierzyć co się działo. Kazała przez tą przerwę świąteczną koniecznie przyjechać do Tokyo , nawet z Kloppem!

Ubrałam nową sukienkę i wyszłam na zakupy, kupiłam najpotrzebniejsze składniki i przygotowałam kolacje. Włożyłam to co zrobiłam do lodówki i zaplanowałam sobie gdzieś tam w głowie , że zaproszę Jurgena. Posprzątałam w domu i włączyłam TV : "Czy Borussi uda się przełamać niemoc w Bundeslidze? Czy wygrają z Herthą? O to postanowiliśmy zapytać się trenera" I rzeczywiście wywiad byłby genialny, gdyby nie te pytanie na końcu...
-A co łączy Pana z Adrianą?
-Co chce Pan usłyszeć?
-Prawdę.
-A ten wywiad miał być o meczu.
-Czy Ada będzie na meczu?
-Mam nadzieję.
-Czyli jesteście Państwo razem?
-To już nie jest pytanie meczowe, do widzenia.
I jak to Jurgen uśmiechną się szeroko i wyszedł.
Kiedyś będziemy musieli o tym powiedzieć...Zniszczą nas...ale i tak się dowiedzą... to tylko kwestia czasu.
Oczywiście wiedziałam , że pójdę na mecz! Z Zuzką, Klaudią i Agą! Ale nie wiem czy Aga nie zostanie w domu z Matsem . Zobaczymy! Wiem, że Zuzka na pewno idzie, no bo musi zobaczyć swojego narzeczonego! Klaudia nie odpuści też meczu! A ja...? Ja postaram się po meczu pogadać z Kubą.
Wyszłam z domu i razem z Zuzką i Klaudią pojechałyśmy na SIP. Trybuny powoli się zapełniały. Z minuty na minuty przybywało kibiców, aby w końcu ponad 80 tysięcy osób kibicowało ukochanej drużynie!
-Wygrają!-powiedziała Zuzanna
-Muszą!- krzyknęła Klaudia.
Mecz się zaczął, pierwsze akcje, próby i...GOL! MARCO REUS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zuzanna na trybunach szalała pełna szczęścia, że to jej PRZYSZŁY MĄŻ strzelił tak bardzo ważną bramkę dla Dortmundu! Nie tylko ona skakała, wszyscy borussen! i Jurgen oczywiście ;)
Niestety - zimny prysznic - przegrywamy 2;1. Tak kończy się ostatni mecz przed przerwą świąteczną. I kto teraz myśli o świętach?
zeszłyśmy na dół, czekając na piłkarzy. Z szatni wyszedł Kuba.
-Ada?
-Możemy pogadać?
-Tak!
Oddaliliśmy się od reszty i od mediów!
-Ja nie chce wracać do tego co było, ale musisz wiedzieć , że byłeś dla mnie bardzo ważny...
-Ja Ci przepraszam, nie wiem ja..
-Jeżeli chcesz ...możemy ....
W jego oczach zapłonęła nadzieja.
-Jeżeli chcesz możemy się przyjaźnić...
-Oczywiście, że chcę, ale dla nas już...nie ma żadnej szansy?
Mówiąc to zawołał mnie Jurgen.
- Niestety...Muszę iść.
Odprowadził mnie wzrokiem, gdy tylko zobaczył, że Jurgen obejmuje mnie ramieniem, a potem dajemy sobie buziaka w policzek staną jak skała.
-Wytłumaczyliście sobie wszystko?- zapytał
-Tak...chyba Tak...
-Lepiej Ci?
-Tak...
Chciałam uciąć ten temat.
-Graliście lepiej....
-w pierwszych 15 minutach?
-To nie byłą wina Sarra, on...
-Wiem, nie mam do niego żadnych pretensji..nie poradził sobie psychicznie.Nie dziwie mu się...
-Przyjdziesz do mnie...mam kolacje?
-tak oczywiście!
wsiedliśmy do swoich aut i podjechaliśmy pod moją klatkę.
Zaprosiłam go do domu. Właściwie mieszkania, małego , skromnego, ale mojego.
Na stole postawiłam różne potrawy.
-Do jutra tego nie zjemy!?
-No ...chyba , że zostaniesz!
[Kloppo]
Gdy to powiedziała czułem, ze powoli, bo powoli , ale odzyskuje zaufanie. Oby tak dalej Kloppo!
[Ada]
Nie wiem dlaczego to zaproponowałam. Po prostu.
Zjedliśmy kolacje i poruszyliśmy temat nas i mediów.
-Nie myślisz, że trzeba im to powiedzieć, jak sami się dowiedzą to będzie...klapa- powiedziałam
-Hmmmmm..racja, to co przy kolejnych wywiadach mówimy prawdę?
-Tak.
-Na pewno?
Pytał się o wszystko, był taki troskliwy, na prawdę dawało się odzyskać zaufanie przy takim człowieku.
Nagle znowu zakręciło mi się w głowie, tak jak wtedy jak gadałam z Łukaszem.
-Ada? Wszystko ok?- wstał z krzesła od razu Kloppo
-Tak, nic się nie dzieje...
-Widzę przecież....Głowa?
-Mhy..Podasz mi z tej górnej szafki lek, jest w takim niebieskim opakowaniu.
Dał mi białe tabletki i od razu pomogło. Siedzieliśmy potem na kanapie oglądając co popadnie w TV.
Zrobiło się już późno, robiłam sobie łóżko na kanapie w salonie, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Otworzyłam , a tam stała spanikowana Zuzka!
-Ada, szybko Aga zasłabła!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zawołałam szybko Jurgena i zbiegliśmy do mieszkania Agnieszki.
-Obudź się! Aga!!!
Zdzwoniłam po pogotowie, szybko przyjechali i zabrali ją do pobliskiego szpitala. Pojechaliśmy za karetką.
Jurgen prowadził. Z nami zabrali się Zuzanna i Marco, zadzwoniliśmy do Matsa, był już u siebie w domu, gdy to się wydarzyło.
Siedzieliśmy na ciemnym korytarzu. Nikt nic nam nie mówił.
-No ile to może trwać! czy ktoś nam powie co z Agą?
-Aduś siadaj na pewno wszystko z nią OK.- powiedziała Zuzka, gdy ja już nie wytrzymywałam nerwowo. Dlaczego nikt nam nie mówi co z nią???W końcu wyszedł lekarz.
-pani Agnieszka jest już przytomna, można z nią porozmawiać/
Weszłam ja i Zuzka.
-Aguś! Co z Tobą?
-Dlaczego płaczesz?-zapytałam
-Ja..Ja jestem w ciąży!
-To się trzeba cieszyć!!
-Zuzka wyjdziesz na chwile?- poprosiła Aga
-Ada wiesz, że..to może być dziecko...
-Wiem...Najważniejsze, żeby było zdrowe.
Znowu zakręciło mi się w głowie i zrobiło się tak jakoś duszno.
-Musze wyjść...
Wybiegłam ile sił w nogach przed szpital, usiadłam na ławce.
-Jak to możliwe? Jak? Oni???- wszystkie myśli przelatywały mi przez głowę. Nie wiedziałam nawet kiedy i jak poleciała pierwsza łza,a potem za nią , jakby wzięły przykład reszta.
-Aduś...Chodź , pojedziemy do mnie...- za mną staną Jurgen.- Wiem o wszystkim.
Nic nie mówiłam wsiadłam do auta i pojechaliśmy...
Było około 2 w nocy. Zasnęłam w aucie,Obudziłam się już w sypialni Kloppo , na piętrze. Zeszłam na dół, mało pamiętałam. Na kanapie na dole spał zmęczony Klopp. Uśmiechnęłam się. To był inny człowiek, taki którego potrzebowałam.
Weszłam do jego ogromnej kuchni! Zrobiłam śniadanie z tego co miał w lodówce. Dostałam sms-a.
"Nie zaufasz mi już prawda? Ale ja naprawdę nic nie wiedziałam. Proszę nie mów nic Matsowi i Kubie. Proszę" ~Agnieszka
Zablokowałam telefon, pokręciłam przecząco głową do samej siebie i postawiłam śniadanie na stole.
-Klaudia?- zadzwoniłam do koleżanki -słuchaj co ty na to, by pobiegać dziś, pograć wiesz , popracować nad formą?
-Ee.. No dobrze, dobrze, o której?
-Napisze Ci sms-a.
-Pamiętaj jesteś dobrym napastnikiem!
-Tak..szkoda , że nie gram!
-Pracujemy dziś nad formą!
Stwierdziłam, że muszę pomóc Kloppowi, nie wiem czy już myślał kto zagra za Agę na ataku, ale z napastniczek została nam tylko Klaudia.Brakowało jej ogrania i trzeba było walczyć o to! A że Klaudia ma wewnętrzną motywację wiedziałam , że nam się uda :)
Klopp własnie wstał.
-Mmm..Śniadanko?
-Smacznego.
usiedliśmy do stołu i jedliśmy to co najważniejsze: śniadanko:)
-W końcu uśmiechnięta, lepiej się czujesz?
-Tak...
[Klopp]
Nie jestem zły, że cały czas myśli o Kubie, logiczne , byli razem. Teraz Agnieszka...Może być to dziecko Matsa , no ale chyba każdy jest pewny innej wersji. Teraz muszę poszukać kogoś na atak. No okej, mamy Klaudię , ale co jak od biedy -jakaś kontuzja. A mamy do nich szczęście w tym sezonie, nie powiem...




Rozdział 19

Można się w końcu wyspać! Przerwa świąteczna w Bundeslidze to obecnie najlepsze co mnie mogło spotkać. Długie poranki w ciepłym łóżku to to czego potrzebowałam! W Pile odpoczywałam , ale z głową pełną myśli. Teraz wiedziałam na czym stoję. Pamiętałam chwilę gdy obudziłam się ze świadomością , jestem dziewczyną Błaszczykowskiego...osoby, która obiecywała mi, że nie będzie już tak jak z Karolem...a było, i to jeszcze gorzej...Spojrzałam na ramkę na stole. Ja i Kuba- na meczu. Wyjęłam zdjęcie, kusiło mnie by je podrzeć, ale... włożyłam je do albumu i zostawiłam pustą ramkę. Leniwie powędrowałam do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie!
-Musze porozmawiać z Agą- pomyślałam.
Szybko się ubrałam i zeszłam na dół.

Stanęłam przed jej drzwiami i nie byłam pewna czy chce na pewno rozmawiać... Zapukałam. Po kilku chwilach usłyszałam jak drzwi się otwierają.Czułam to co wtedy. Gdy drzwi otworzył mi ...Jakub.
-Ada?
-Możemy pogadać?
-Tak, wejdź.
Byłam w tym mieszkaniu po raz tysięczny, a wszystko wydawało mi się jakoś tak nowe. Gdzie te czasy, gdy szybko przybiegałam do przyjaciółki , rzucałam się na kanapę i gadałyśmy godzinami!?
-Jak to się wszystko wydarzyło? Długo to trwało?- zapytałam patrząc w podłogę.
-Po twoim wypadku...zaczęliśmy więcej gadać....
-Czyli, gdy ja leżałam w szpitalu i...
-Nie-przerwała mi Aga, -my zaczęliśmy się spotykać po wszystkim....
Siedziałyśmy i nic nie mówiłyśmy...
-Nie jesteśmy już razem-przerwała milczenie Aga-Ja...wybrałam przyjaźń...i zrozumiałam, że kocham Matsa , a to z Kubą...Było, minęło.
-Aga...on był dla mnie na prawdę bardzo ważny...opowiadałam Ci o Karolu, nie chciałam przezywać znowu tego samego, a tak się stało...
-Przepraszam...-zaczęła płakać.
-Tu nie ma , Agnieszka miejsca na łzy. Każdy robi błędy. Chcę żebyś o tym wiedziała . Ja Ci ...wybaczyłam, tylko proszę nie wystawaj mnie już nigdy na taka próbę.Obiecujesz?
-Ada...Obiecuje. Jesteś...
I nie dokończyła bo rzuciłyśmy  się sobie w ramiona. Płakałyśmy.
-Ada?Mogę Ci zadać pytanie? Dlaczego...?
-Ci wybaczyłam? Każdy robi błędy. Było, minęło. Nie będę już z Kubą, nie jestem już sama...
-A...Jak to?
-No tak, ty nic nie wiesz... Ja jestem z Jurgenem....
-CO? Naszym Jurgenem??
-Tak. - uśmiechnęłam się
Ktoś zadzwonił i przerwał nam rozmowę.
-Halo??
-No witam, czy miałaby Pani ochotę spotkać się dziś u mnie na obiedzie?
-A Pan gotuje?
-Zamawiam, ale za to robię to idealnie.
-Hmmm, dostaniesz 3 pkt?
-Tylko zwycięstwo smaków!
-No to możliwe, że się skuszę.
-Podjechać po Panią?
-Nie dziękuję, mam swoje auto proszę Pana.
-Pa,Kocham Cię Pani Adriano
-Wzajemnie Panie Jurgenie
Rozłączyłam się i zaczęłam śmiać! Pożegnałam z Agą i wróciłam do domu się przebrać.

Zabrałam kluczyki , torebkę i wsiadłam do mojego auta. Pojechałam pod dom Kloppo. Na szczęście nie było tam żadnych fotoreporterów, więc spokojnie mogłam wejść do domu.
_Witam.
-Ale zapachy, katering się postarał.
-Sam jednak robiłem. Pizza.
-Trzeba spróbować!!
Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy kroić pizze. Była zjadliwa, a nawet dobra. Wczoraj Piszczek, kiedyś Kuba, dziś Jurgen , powinnam zrobić program "BVB gotuje".
Później usiedliśmy przed TV, oglądaliśmy...mecz Barcelony.
-Patrz i on tu zagrał, potem szybko wrócił , podali mu i GOL!!!!!!!!!!
-Ale Jurgen ja jestem OBROŃCĄ, a nie napastnikiem- zaczęłam się śmiać.
-Może kiedyś ci się przyda!Hm...na błędach też można się uczyć, poczekaj...
Poszedł do innego pokoju, po czym po chwili wrócił z kasetami. Włączył jedną. Był to mecz FSV Mainz, stary mecz. Wiedziałam co się będzie działo.
-Zobacz , ten tutaj, jak mu tam było...Klopp chyba...nie wiadomo co robi, to chce podać, a biegnie dalej...i mówię Ci to ja- TRENER- zaczął się głośno śmiać, dołączyłam się i śmialiśmy się w niebo głosy. Było tak inaczej. Zabawnie, miło, przyjaźnie.
[Klopp]
Zrobiłbym wszystko, żeby odzyskała zaufanie. Jest tego warta! Nie wiem dlaczego ją tak skrzywdził! Aga to rzeczywiście genialna dziewczyna, ale była jej przyjaciółką!Ala Ada ma w sobie tą siłę i z tego wyjdzie! Jutro chłopacy grają mecz! Mam już niespodziankę na tą przerwę świąteczną! Mam nadzieję tylko, że Ada się zgodzi!
[Adriana]
Było cudownie! Jurgen to kompletnie inny człowiek. Taki pozytywny! Z dystansem do samego siebie!
-Ja już lecę!
-Pa
Daliśmy sobie buziaka w policzek, wsiadłam do auta i ruszyłam w stronę domu..
Na klatce spotkałam Marco.
-Witam! Co tam?
-Hej! wszystko OK, byłeś u Zuzki?
-Powinna Ci chyba coś powiedzieć- leć do niej!
Zmierzyłam Marco zagadkowym wzrokiem i zapukałam do drzwi.
-ADA!!!!!!!!!WCHODŹ SZYBKO
-CO SIĘ STAŁO???????
-MARCO MI SIĘ OŚWIADCZYŁ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie mogłam w to uwierzyć, pokazała mi pierścionek, zaczęłyśmy skakać z radości. Przyszła Klaudia i Aga i balowałyśmy do białego rana- tyle pamiętam! Marco musiał iść bo grają mecz, ale pewnie w przerwie zimowej ...będzie się działo!







piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 18

https://www.youtube.com/watch?v=DF3t-CQwlPQ
-Nie potrzebnie się ośmieszałem, przepraszam- powiedział wstając
-Ale...zostań ja nie skończyłam...
Usiadł zrezygnowany i czekał co jeszcze mu powiem, co go jeszcze bardziej zniszczy.
-Ja... nie potrzebuje tej bransoletki...ona przypominała mi o Tobie... a ja... ja myślę, że nie potrzeba mieć "przypominajki" od...swojego...chłopaka.
Momentalnie podniósł wzrok. Uśmiechną się tak szczerze, tak...ładnie... tak...inaczej.
-Ale...Ty...
Był chyba tak bardzo zdziwiony, że nie wiedział co ma powiedzieć i zrobić. Szybko zapłacił za kawy i złapał mnie za rękę, w drugą wziął bransoletkę i zaczął biec. Nie miałam pojęcia gdzie biegniemy. Wszystko działo się tak szybko... Nie dziwię się , Paparazzi goniło nas w równym tempie! takie zdjęcia to przecież pełno kasy! Wsiedliśmy do jego auta i pojechaliśmy. Przyciemniane szyby nie pozwoliły na zdjęcia fotoreporterów. Piękny duży dom, pomyśleć, że byłam tu...kiedyś bo się martwiłam o niego.
Otworzył drzwi i kazał usiąść na kanapie, poszedł do kuchni po szampana. Był przygotowany? Włączył muzykę i siedzieliśmy.
-Jak my to sobie wyobrażamy...media nas zniszczą....- zapytałam
-Czy to takie ważne?- zapytał i zbliżył się do mnie...
Nie wiedziałam czy tego chce...byłam świeżo bo rozstaniu z Kubą... Byliśmy już tak blisko pocałunku....
-Przepraszam...nie mogę... nie zrozum mnie źle ja... ja jeszcze nie otrząsnęłam się z tego co było...
-Przejdziemy przez to razem, ok? - zapytał uśmiechając się i złapał mnie za rękę.
-Dziękuję...przepraszam, ze...
-Ciiii...Już będzie teraz tylko dobrze! 
Tym razem to ja się uśmiechnęłam z kolejną nadzieją , że może być dobrze.
-Zostaniesz?
-Nie...wiesz muszę po podróży się ogarnąć...
-Odwiozę Cię...
-Poradzę sobie Jurgen...
-Ale Adriano.... - zaśmiał się podkreślając moje jedno "n"
Uśmiechnięci wyszliśmy z domu. A tam... Roiło się od ludzi z kamerami 
-A więc to tak załatwiasz sobie miejsce w pierwszym składzie?-zapytał któryś z nich
-A Pan nie spotyka sie normalnie ze znajomymi?-zapytał KLOPPO
-Spotykam.Ale nie jest nim mój szef
-A to bardzo mi przykro. Dowiedzenia- odpowiedział Jurgen i wsiedliśmy do samochodu.
Dojechaliśmy pod mój blok.
-Dziękuję...
-Nie ma za co.
Dałam mu buziaka w policzek.
-Zasłużyłem?
-Chyba tak, dobranoc.
Zapaliłam światło... zostawiłam otwarte drzwi? Nie możliwe! Na pewno je zamykałam!
Ostrożnie wchodziłam do pokoju...
-NIESPODZIANKO SIOSTRZYCZKO!!!!
-ŁUKASZ???SKĄD TY MASZ KLUCZE!? 
-Zostawiłaś je u mnie.
Racja, było tak...miał podlewać kwiatki. 
-Słuchaj na pięciu plotkarskich stronach przeczytałem , że ... "Pilska tak sobie załatwia miejsce w 11"
-To jest Ż-E-N-U-J-Ą-C-E...
-No przecież jestem twoim bratem, a nie napalonym fanem i wiem, że to kłamstwo, ale czy Wy jednak?
-Jesteśmy razem? ..Tak, ale... nadal nie wiem... Nie daje rady po tym co było.Wiem , nie każdy facet jest taki sam, ale ja chyba straciłam zaufanie...
-Kloppo pomoże Ci je odbudować, mogę się założyć.- uśmiechną się Łukasz i zaprosił gestem do kuchni.
-Zrobiłem kolacje, głodna?
-Oczywiście, kolacja zrobiona przez Piszczka, to trzeba spróbować!
Siedzieliśmy chwilę i gadaliśmy o wszystkim, opowiedziałam mu o Sebastianie, który razem z żoną adoptowali dziecko. Potem PISZCZU wrócił do domu, a ja zeszłam piętro na dół do Zuzki.
-Hej. pogadamy!?- zapytałam
-ADA! WRÓCIŁAŚ!
-Tak, rano...
-I Nie dzwoniłaś?!!!
-Byłam w szpitalu u Nevena, potem ..no własnie to pogadamy?
-Tak! Wejdź!Jest Marco...ale możesz mówić po Polski, nic nie zrozumie.
-HAHAH..nie, i tak się dowie z mediów.
-Dobra to słuchamy.
-Po tym jak rozstaliśmy się z Kubą..
-Mów normalnie ! On cie *** zdradził!- krzykną Marco
-Tak... W ten sam dzień przyszedł do mnie Jurgen ... powiedział, że coś do mnie czuje. Dostałam od niego bransoletkę, potem dowiedziałam się o Łukaszu...nie dałam rady, musiałam wyjechać. Tam wszystko sobie poukładałam, i wróciłam. Spotkałam się z Kloppo i...
-JESTEŚCIE RAZEM????????????????????????- Zuzanna była zaszokowana. Nie tylko ona. Marco tez siedział i słuchał tego wszystkiego.
-Ale ja nadal nie wiem... To znaczy Wiem, że nie każdy chłopak jest taki sam, ale ja po prostu nie potrafię zaufać...
-Odzyskasz je z czasem, zobaczysz- poklepał mnie po ramieniu Reus, gdy Zuzia była nadal w szoku...
-Dzięki, oby - odpowiedziałam zawodnikowi BVB
Pogadaliśmy jak to my jeszcze "tylko" chwilę. Musiałam pogadać z Agą...Ale nie dziś..
Wróciłam zmęczona do domu. Wzięłam prysznic i położyłam się spać! :)



czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 17

Obudził mnie budzik... Nagranie z meczu "Heja BVB" w  wykonaniu naszych kibiców. I z takim budzikiem można wstawać! :)
Zjadłam śniadanie, wzięłam walizkę i zamknęłam dokładnie dom. W drodze na stacje wzrokowo żegnałam się z moim miastem. Wsiadłam do pociągu i pojechałam na lotnisko. 
-Ania?- zapytałam zdziwiona widząc Ankę Lewandowską w Warszawie
-Ada! Cześć! Do Dortmundu?
-Tak! czas wracać- uśmiechnęłam się
-Wiesz mam dla Ciebie propozycje! pogadamy w samolocie! 
Po pół godzinie byliśmy już wysoko nad ziemią i Ania streściła mi  swój PLAN.
-I jak reszta się zgodziła?
-Tak! Słuchaj tak możemy dotrzeć do wielkiej ilości osób w Polsce i nie tylko!
-I jak miało by się to nazywać?- zapytałam wyraźnie zaciekawiona pomysłem.
-Healthy four! Ada,Ada,Ewa i ja , czyli Ania.
-No genialny pomysł! Trzeba zrobić "spotkanie organizacyjne" z całą czwórką!
-Tak, Tak! 
Gadałyśmy całą drogę do Dortmundu o pomyśle czterech fanek FITnesu , Ani Lewandowskiej, Ady Palki Ewy Chodakowskiej i Adriany Pilskiej.
Spojrzałam nerwowo na zegarek, do operacji Nevena zostało pół godziny a ja miałam jeszcze tyle drogi przed sobą. Wylądowaliśmy i szybko złapałam jakąś taksówkę.
-Pod szpital!
Szybko ruszyliśmy ,jechaliśmy przez zatłoczone jak zwykle miasto tak szybko jak się dało.
Gdy byliśmy na miejscu zapłaciłam prędko taksówkarzowi , zabrałam walizkę i ile miałam sił w nogach tak biegłam!
-NEVEN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-ADA!!!!!!! Zdążyłaś!
-Obiecałam przecież 
Subotica złapałam  jak już wieźli go na salę operacyjną, zdążyłam złapać przyjaciela za rękę i życzyć mu powodzenia.  Usiadłam na korytarzu i jak zwykle się denerwowałam. Wyjęłam telefon, spojrzałam na bransoletkę od Kloppo.
"Musimy pogadać. Dziś o 17:30 w LATTE?" - wysyłam trenerowi sms-a
Szybko odpisał " Tak. Będę czekał :)"
Teraz siedziałam i martwiłam się o Nevena. Ktoś zadzwonił.
-Brat?- zapytałam
-Już w Dortmundzie?
-Tak, przyleciałam i siedzę w szpitalu, Neven ma drugą operację...
-Życz mu zdrowia ode mnie! Słuchaj.. podasz mi numer do rodziców?
-E... Tak, zraz ci podeśle sms-em, a po co ci?
-Chyba musimy pogadać, nie sądzisz?
-No na pewno... Tylko nie rób nic głupiego.
-Znasz mnie!
Wysłałam mu numery telefonów i czekałam. Po 3 godzinach było po wszystkim! 
-I co z nim? - zapytam lekarza
-Operacja się powiodła!
odetchnęłam z ulgą i weszłam do sali.Po godzinie się wybudził.
-Hej! Jak się czujesz?
-Dobrze, Dziękuję
-Za co?
-Za to , że jesteś
-Nie ma za co wariacie!
Pogadaliśmy chwilę i wróciłam do domu. Wywietrzyłam, bo był straszny zaduch. Przebrałam się , zjadłam coś co było jeszcze w lodówce i przygotowałam się na spotkanie z Jurgenem Kloppem!
Wsiadłam do mojego auta i udałam się do Latte. Wspomnienia związane z Kubą... Z nim też musiałam porozmawiać. Tylko... chyba nie teraz... 
Usiadłam przy stoliku i czekałam na Kloppo.
-Przepraszam za spóźnienie.- powiedział wpadając szybko do kawiarni. Poczułam jak lampa błyskowa daje mi po oczach. Paparazzi, tylko tego mi teraz tu brakowało. Usiedliśmy przy innym stoliku. 
-Chciałaś porozmawiać...
-Tak...Jurgen...Ja...
Zdjęłam z nadgarstka bransoletkę od niego , spojrzałam na nią jeszcze przez chwile. Na nią , na Kloppa i znowu na nią.
-Ja..już jej nie potrzebuje.
Trener zwiesił głowę, chyba nie czekał na taki rozwój wydarzeń...
--------------
Krótki , ale może jeszcze dziś zacznę pisać  rozdział 18 , bo w końcu mam WENĘ :) Trzeba korzystać! jak Święta? :)






czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 16

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Niechętnie zeszłam z łóżka , spojrzałam na sukienkę w której miałam iść na wesele  Karola i Wiki i otworzyłam drzwi.
-A co ty tu robisz ? - spytałam patrząc na zegar w korytarzu. -Jest 8 rano!!!
-Wiem...Ale...
-Wejdź zaprosiłam Karola do domu.
-Daj mi chwilę - poszłam do łazienki i wskoczyłam w dres, wyglądałam trochę jak Jurgen.
-Co się stało?- zapytałam gdy wróciłam i wstawiałam wodę na herbatę.
-Mam stresa....Nie wiem czy na pewno.... Wiesz...Kochać kocham ją i tego jestem pewny, ale... Boje się tego wszystkiego, wiesz no... wesele ludzie...
-Ale zaprosiliście tylko znajomych...
-Ale rodzina Wiki mnie... jak to powiedzieć... Nie toleruje.
Postawiłam przed nim Kubek ciepłej herbaty i wróciliśmy do rozmowy.
-A Twoi rodzice?  Jak reagowali?
-Zrozumieli, wiesz, miłości się nie wybiera...przychodzi w rożnym wieku, warto jednak wyczuć tą odpowiednią... Dodatkowo teraz będzie mały Kubuś...rośnie tak szybko...nie mogę się doczekać, już chciałbym być tatą i trzymać go na rękach....
-To na co czekasz facet! Wskakuj w garnitur , uczesz włosy i sprawdź czy wszystko jest przygotowane!
Uśmiechnęliśmy się, wypiliśmy herbatę i pojechał do domu.
Zostałam teraz sama ze swoimi myślami... Jak miałby wyglądać związek z Jurgenem... a może jak nie powinien wyglądać... Może w ogóle nie powinno go być?
Zadzwoniłam do Zuzi, musiałam im pogratulować. To co wczoraj zrobiły było nie możliwe, ale one i tak to zrobiły, bo uwierzyły, wiedziałam , ze to jest już historyczny mecz! ♥
-Widzę się dziś z Marco, i wiesz to jest taka... oficjalna randka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Krzyknęła mi prawie do słuchawki Zuzanna , kto by się spodziewał, że to wszystko tak się potoczy :)
-A Ty, kiedy wracasz?
-Niedługo... Jestem chyba coraz bliższa rozwiązania wszystkich problemów...
-Czyli powrotu do nas!
-Oczywiście! Az tak tęsknicie ?
-No pewnie, ale wiesz chyba kto najbardziej chciałby z Tobą pogadać...
-Wiem...
-Ad, proszę wróć jak najszybciej, bo tak jest jakoś dziwnie bez Pilskiej w zespole, nawet Neven się o Ciebie pytał!
-Tak? O kurcze.... Zapomniałam mu powiedzieć, ze wyjeżdżam...
-No własnie, a ten chłopaczyna pyta się co się stało!
-Dobra, ja kończę muszę  do niego zadzwonić.
-Pa :*
-Pa:*
Szybko wybrałam numer Subotica, strasznie się zaprzyjaźniliśmy,ale przez te wszystkie sprawy...
-hej
-A Ciebie gdzie wywiało?
-Do Piły, Polski, przepraszam, zapomniałam...kiedy masz operacje??
-Za 3 dni.... Będziesz?
Szybko porachowałam w głowie, teoretycznie nie mam pojęcia jak to zrobię, ale..
-OBIECUJE!!!!
-Trzymam Cię za słowo!
Szybko coś skubnęłam i ubrałam sukienkę.
Pojechałam redakcji i odniosłam mój napisany felieton o Pile. Zobaczymy czy jeszcze nie zapomniałam jak się pisze o ukochanym mieście, tym razem patrząc na nie z perspektywy czasu.
Pojechałam pod kościół Św. Antoniego , po mszy i w końcu powiedzeniu sobie "tak" wszystko było takie wesołe . Moje myśli nadal krążyły. Nadal nie widziałam co i jak, kiedy i gdzie dlaczego i po co, ale byłam już bliższa i to o wiele odpowiedzi w porównaniu z dniem przyjazdu tutaj. Jeszcze te 3 dni i widziałam , że wrócę z głową pełnych pomysłów.
Na weselu bawiliśmy się genialnie! Wiki i Karol byli ze sobą szczęśliwi mimo różnicy wieku, a Kubuś bawił się w najlepsze kopiąc swoją mamę. Po cioci Adzie! :)
Około 23  dostałam tylko sms-a. "Operacja ma się odbyć za 2 dni". SMS od Nevena... Bawiliśmy się dalej. O 3 w nocy rozeszliśmy się do domów. Wstałam z bólem głowy, takim jak nigdy. Sprawdziłam loty do Dortmundu. No ostatnią chwilę. Zabukowałam bilet i poszłam napić się zielonej herbaty.  Schodząc ze schodów, gdy miałam iść do sklepu zobaczyłam sąsiada, nowego... Nie znałam go....To znaczy nie widziałam TUTAJ nigdy wcześniej, ale jego twarz wydawała mi się dziwnie znajoma.
- Dzień dobry - odpowiedziałam i poszłam dalej, myśląc i myśląc kto to był. Jednak nie wpadłam na to....
Kupiłam jedzenie - prowiant na drogę i zaczęłam powoli pakować walizki. 
-Ostatni spacer pomyślałam i wyszłam z domu po raz kolejny. Chodziłam po Pile 4 godziny! 4 godziny! Nie po marketach, sklepach! Tylko po Pile! ♥
 Wróciłam jak zwykle zmęczona, ale zadowolona. przykro mi było jednak opuszczać tak szybko to miasto.
 Około 21 do moich drzwi zapukał Karol.
-Jeszcze ciepłe- i wręczył mi "głos pilski" z moim felietonem.
-Dziękuję.
-To my dziękujemy.
-Nie... To ja dziękuję, za wszystko, za wasze słowa.
Karol spojrzał na mnie tajemniczo pożegnał się i powiedział.
-To do zobaczenia.! pamiętaj! Rób to co podpowiada Ci serce, nie będzie to błędem, ale błędy to rzecz ludzka!
Wzięłam gazetę i usiadłam w fotelu z owsianką.
Jak można nie tęsknić? Za Gwdą, za Parkiem Miejskim? Nie można! Miasto rozwija się w tak zawrotnym tempie, tak jak toczy się nasze życie. Piła to własnie życie. Liczne zakręty, alejki , uliczki, ale w nich znajdziemy niesamowite rzeczy! czasem nowe , do odkrycia, a czasem te , które tak dobrze znamy i kochamy do nich powracać! Ludzie stąd są jak bumerang- zawsze wracają. Nawet , gdy dzieli nas od Piły wiele tysięcy kilometrów, a nawet granice państwa. Pilanka i Pilanin są związani z Piłą na zawsze, nie zrozumie tego, ktoś inny, możliwe, ale to tak jak kochający pan dla pieska. Mamy długą smycz, czasem nawet jesteśmy z niej uwolnieni, ale ZAWSZE wracamy! Bo zawsze się wraca do miejsc które się kocha!
AP
 Uśmiechnęłam się! Byłam w swoim żywiole. Spakowałam gazetę do torby i poszłam spać! Tym razem PEWNA! Wszystkiego!







sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 15

Byłam już w drodze na lotnisko. Nie wiedziałam czy dobrze robię... czy rozwiąże to moje problemy? A może się namnożą w czasie mojej nieobecności?  Zapłaciłam taksówkarzowi i zabrałam walizkę. Odebrałam bilet i czekałam na lotnisku. Wtedy wbiegła zdyszana Agnieszka.
-Musimy pogadać- powiedziała łapiąc oddech.
-Ale o czym? - zapytałam, bo nie widziałam potrzeby rozmowy.
-Ada... Ja ...Ja i Kuba już ze sobą nie jesteśmy, zerwałam z nim.
Zamurowało mnie. Dlaczego to zrobiła? Z litości?
-Dlaczego...?
-Ada...Jeżeli Kuba zdradził Ciebie to mógł zdradzić też mnie, a ja wybrałam przyjaźń.Między nim i... mam nadzieję , że między Nami.
-Aga wiesz , że wyjeżdżam żeby to wszystko sobie poukładać, nie dostaniesz teraz odpowiedzi.Nikt jej jeszcze ode mnie nie dostał.
-Wiem...Nie spodziewałam się, że rzucimy się sobie w ramiona. Chciałam, żebyś wiedziała, jak nie będziesz chciała mnie znać zrozumiem to....
Uśmiechnęłam się trochę sztucznie i poszłam zająć moje miejsce w samolocie. Nie wiem kiedy i jak, ale zasnęłam, myśląc teraz o związku, a właściwie już jego braku pomiędzy Aga i Kubą... Po kilku godzinach lotu wysiadłam na lotnisku w Warszawie. Udałam się na stacje PKP podziwiając Stadion Narodowy.
-Może kiedyś tam zagramy - pomyślałam
Zajęłam miejsce i sprawdziłam czy na pewno mam klucze. Po 6 godzinach drogi Polską koleją byłam na miejscu. Wiele osób mówi , że na jednym z brzydszych dworców, ale ja się z tym nie zgadzałam. To był zabytek! A o takich miejscach trzeba pamiętać, a nie krytykować. Wróciły wspomnienia, gdy razem z dziadkiem mała Adrianka szła by pomachać odjeżdżającej mamie... Właśnie mamie, która zostawiła swojego syna. SWOJEGO SYNA! Wyszłam z dworca. Przede mną stała wielka galeria PIŁA, a ja pamiętam jak ją budowali.Pamiętam jak jako 15-sto latka biegałam obok budowy, ja pracowałam nad kondycją by byc tam gdzie teraz jestem, a galeria... tak samo, robotnicy pracowali by budynek staną na Ziemi, był bezpieczny i dawał wiele szczęścia kupującym. Jako iz coraz mniej czasu było do Świąt zdecydowałam się tam wejść. Jak zwykle- pięknie! Z głośników leciało LAST CHRISTMAS a ja poczułam magię Świąt. Zrobiłam drobne zakupy i zdecydowałam się dojść do mojego starego domu na piechotę. Jak to miasto bardzo się zmieniło! Stanęłam przed moim mieszkaniem. Nie sprzedałam go, wiedziałam , że tu kiedyś wrócę. Weszłam na trzecie piętro i wyjęłam kluczyki. Otworzyły się drzwi.
-Mój domek!-pomyślałam rzucając się na łóżko, które było już trochę przykryte kurzem.
Stwierdziłam, że ogarnę to później - teraz muszę iść do mojego miejsca. Odłożyłam walizkę i skręciłam w lewo, przeszłam przez maluteńki lasek, który liczył sobie kilka drzewek i zobaczyłam to miejsce! On wcale się nie zmieniło! I DOBRZE!
blog:pilanka w innym miescie
Wzruszyłam się. W oddali widziałam hotel GROMADA, który był dla mnie symbolem miasta. A nawet POWIATU :)
Usiadłam na ławeczce.
-Rozpatrzmy pierwszy problem Ado. Zacznijmy od Kuby i Agnieszki. Wybaczyć? Zapomnieć... Ale czy potrafię? Agnieszkę znam już tak długo, ale nie wiem czy będę potrafiła jej zaufać , a Kuba...obiecał, że nigdy mnie nie zdradzi, gdy dowiedział się o mojej przeszłości. Swoją drogą to dziwne, miałam problem w Pile , wyjechałam do Dortmundu, a mając problem w Dortmundzie i tak wróciłam do Piły- pomyślałam.
Ta sprawa potrzebowała chyba dłuższych rozmyśleń. A mnie znowu bolała głowa. I ta kostka.... Od wypadku mniej trenowałam, raz po prostu źle rozgrzałam stawy i... chodzić mogę, ale przy bieganiu odczuwam pieczenie i kucie.  Drugą strona rzeki szło małżeństwo było widać, że mają już długi staż....zazdrościłam ...nie powiem.  Postanowiłam iść do apteki, po jakieś leki przeciwbólowe. Idąc do apteki :"Pod Lwem" przeszłam obok mojej starej pracy. Obok "Głosu Pilskiego" Musiałam tam wejść. 
-ADA??????- zapytał zdziwiony Karol
-Cześć- mieliśmy dobre kontakty, przyjacielskie.
-Wróciłaś do mnie? - zaczął się śmiać 
-HAHA...no tak OCZYWIŚCIE- powiedziałam sarkastycznie.
-Ale co ty tu robisz, chodź napijemy się kawy...
Poszliśmy do jego biura. 
-No wiesz i tak jakoś...Stwierdziłam, że czas odpocząć. A własnie Sebastian przyjmuje cały czas?- zapytałam myśląc o naszym dawnym przyjacielu z czasów liceum, który był genialnym fizjoterapeutą.
-Tak, tam gdzie zawsze, a co masz jakiś problem?
-Wiesz..kostka.... Trochę źle się rozgrzałam, nie myślałam o tym miałam tyle na głowie..
-Dlatego opuszczasz ten jeden mecz...?
-Ju... To znaczy trener powiedział, że jeżeli i tak bym nie zagrała, to mogę jechać. Wiesz nie chciał ryzykować gorszej kontuzji....mamy już wystarczające problemy w obronie. 
Wtedy ktoś zapukał i w drzwiach pojawiła się wysoka kobieta. Starsza od nas o kilka, kilkanaście lat.
-O Witaj kochanie, Ada to jest moja narzeczona Wiktoria.
Przywitałam się z kobietą, uścisnęłyśmy sobie dłonie.
-O a może przyjdziesz na nasz ślub, to za dwa dni! - powiedział Karol
-Tak zapraszamy! - dodała Wiki
Zgodziłam się, co mi tam! Potem poszłam do reszty pracowników! Spotkałam się z  Jagodą! Długo rozmawiałyśmy, ale ja musiałam się spytać. Ile WIKI ma lat???Odpowiedź była co najmniej....ciekawa. Kobieta miała na karku 50.Wcale na taką nie wyglądała dałabym jej 40 maks!
-Ale wiesz, czy to takie ważne? Ważne , że się kochają. Karol już nie chodzi na imprezy , nie wyrywa pierwszej lepszej, a żeby było ciekawiej spodziewają się dziecka.Ludzie oczywiście gadają, ale wiesz jak to ludzie, dla nich ważna jest miłość. Nie myślą co będzie za kilka lat, teraz myślą o ślubie i małym Kubusiu.- powiedziała Jagoda
Imię dziecka oczywiście ukuło mnie w serce, no ale muszę chyba nauczyć się z tym żyć.
Po rozmowie z redakcją Ci powiedzieli, że z chęcią sprawdzili by moją formę. Dostałam do napisania krótki felieton. O miłości do Piły. Robiłam to kiedyś codziennie , ludzie uwielbiali to czytać , a mi sprawiało to frajdę.Zadzwoniłam do Sebastiana i omówiliśmy się jutro by zobaczyć moją kostkę. Wróciłam do somu padnięta. Odkurzyłam i zorientowałam się , że nie mam NIC w lodówce. Ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i wyszłam do sklepu "EKO"  Nie wiem dlaczego ten sklep ma taką nazwę, to najzwyklejszy sklep, EKO produktów tam raczej nie widziałam, ale również ten sklep był dla mnie sentymentalny. BLASZAK- ta tu wszyscy na niego mówią! ja zresztą też. Kiedyś ten sklep nie nazywał się EKO, ale za Chiny ludowe nie przypomnę sobie jego poprzedniej nazwy. Zostańmy przy blaszaku. Kupiłam najpotrzebniejsze produkty i wróciłam do domu.Zrobiłam obiadek i włączyłam TV. 
-Adriana Pilska nie zagra jutro w wyjściowej jedenastce! Mało tego - nie ma jej w Niemczech, Jest w Pile! Co, Jak i dlaczego zapytaliśmy trenera Jurgena Kloppa. 
Trenerze co z Adą?
Ada jutro nie zagra, wyjechała do Polski szybciej, na Święta z powodów zdrowotnych
Poważnych.
Przez to, że szybko zacznie leczyć chorą kostkę, mamy nadzieję, że nie. Do widzenia
 Patrzyłam na TV, Na Jurgena, mój kolejny "problem" Co ja do niego czuję ? Nikt mi nie odpowie na to pytanie tylko ja.... Nawet jeśli to jakby to wyglądało, on jest o wiele starszy...
Wtedy do głowy wpadły mi słowa Jagody "Ale wiesz, czy to takie ważne? Ważne , że się kochają. Karol już nie chodzi na imprezy , nie wyrywa pierwszej lepszej, a żeby było ciekawiej spodziewają się dziecka.Ludzie oczywiście gadają, ale wiesz jak to ludzie, dla nich ważna jest miłość. Nie myślą co będzie za kilka lat, teraz myślą o ślubie i małym Kubusiu"
Miała rację, tylko czy ja na pewno go kocham? Czy to może zauroczenie...Nie chcę pomylić tego uczucia...nie chce znowu się pomylić, choć wiem ,  że pomyłki to rzecz ludzka, to  wiem też , że strasznie bolą.
Położyłam się szybciej spać. Rano napisałam sms-a do dziewczyn POWODZENIA TRZYMAM ZA WAS KCIUKI WYGRACIE TO NA PEWNO!  Do każdej z dziewczyn, każdej... nawet do Agi... Przez noc zrozumiałam, POMYŁKI TO RZECZ LUDZKA WAŻNE , ZE WIE CO ZROBIŁA ŹLE!  A, że wiedziałam, że ona swoje tez przecierpiała mogłam jej wybaczyć ze świadomością : To był tylko jej bład, jeden LUDZKI błąd.
A jeżeli chodzi o Jurgena...była już bliższa decyzji, ale nie PEWNA!
Poszłam do Sebastiana.
-Hej! 
-Hej!
-I Opowiadaj co z ta kostką?
Opowiedziałam mu wszystko i o wypadku i o małej kontuzji.
Spojrzał na moją kostkę i po 5 minutach widział co się działo. 
W czasie wypadku, gdy zbiła się szyba jakiś mały odłamek w bił mi się w nogę, uciskało mi to jakieś wiązadła.
-To cud, że ten kawałek szkła nie przebił ci żadnej żyły! - powiedział i przygotował się do wyjęcia szkła.
Lekko nacią skórę i wyją odłamek....Dużo lepiej!
-Ożeniłeś się?- spytałam , gdy zobaczyłam obrączkę.
-Tak... trzy miesiące temu. A miesiąc temu razem z Karolinką adoptowaliśmy dziecko. Gosia to nasz mała księżniczka.
weheartit .p l
Gdy pokazał mi zdjęcie małej dziewczynki uśmiechnęłam się. Jaka kruszynka!
Zaciekawił mnie z wiadomych przyczyn temat adopcji.
-Dlaczego adoptowaliście?
--Wiesz... Moja znajoma wpadła na imprezie, nie jest na tyle dorosła by wychować dziecko.
-Ale...powiecie jej gdy dorośnie jaka jest prawda?
-Nie wiemy... Z jednej strony chcielibyśmy być dla niej 100 % rodzicami , z drugiej nie chcemy jej okłamywać.
-A co jeżeli będzie miała żal do mamy biologicznej.
-Nauczymy jej tego, że powinna jej dziękować, dzięki niej ma życie. Najważniejsze jest potrafić zrozumieć i wybaczyć. Wiesz, że ludzie popełniają błędy...
-Wiem...i to nawet bardzo dobrze....
-Tak samo jest z tym. Mama biologiczna zawsze będzie o niej myśleć! ZAWSZE! Wyobraź sobie, że mała staje się kimś sławnym...gdyby wtedy pojawiła się mama tylko po to by skorzytac na sławie, jakby się poczuła mała?
- zaskoczona....Zła....
-Dokładnie.
Pomyślałam, a właściwie to nie oszukujmy się cały czas myślałam o Łukaszu.
-A gdy, mama biologiczna będzie miała drugie dziecko i zostanie z nią... To...
-Zależy w jakim okresie życia się to stanie, jak się dowie jest wiele czynników. Ale rodzice zawsze chcą dobrze dla ,dziecka! 
Pogadaliśmy jeszcze przez moment , doszło do mnie , że muszę wybaczyć rodzica ...chcieli dobrze dla Łukasza, nie daliby mu tego co dali mu rodzice adopcyjni, a dla dobra mnie i mojego młodszego brat nic nam nie mówili....
Gdy byłam tak blisko Miejskiego Parku musiałam tam pójść. Mała Ada w wózeczku. Tak zawsze opowiadali mi pierwsze skojarzenie dziadkowie z tego parku. Ciekawe jakby to było, gdyby ten wózek pchał mój o 7 lat starzy brat...
Oczywiste było tez to, że pójdę na osiedle w którym się wychowałam...
Kolejne wspomnienia. I Kolejna zakochana para. Mężczyzna był widocznie starszy, ale widać było prawdziwą miłość między nimi...
Wróciłam znowu do domu, po spacerze moja kostka musiała odpocząć . Włączyłam transmisję meczu w internecie, przegrywamy 1:0... błąd obrońców... czułam się coraz bardziej winna...2:0...3:0....- druga połowa, strzela Agnieszka, Strzela Clara z karnego, - 3;2 jeszcze - dajecie dziewczyny! Agnieszka! Agnieszka! Hat trick i nie możliwe stało się możliwe - WYGRAŁYŚMY!!!!!! SZCZĘŚLIWY JURGEN BIEGAŁ PRZY LINI BOCZNEJ.... byłam chyba coraz bliżej odpowiedzi...






czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 14

"Musimy Ci coś powiedzieć"- cały czas tylko te słowa brzęczały mi w głowie. Czy to, aż takie ważny, nie mogli powiedzieć przez telefon? Dlaczego teraz są już w drodze do Dortmundu.?
Około 16 miałam być i czekać na nich na lotnisku. Przyjechali.
-Co było, aż TAK ważne?- zapytałam nie ukrywając zaciekawiona.
-Ada...opowiem Ci w domu, ale zadzwoń po Łukasza.
Zdziwiona wzięłam do ręki telefon, wtedy zobaczyłam jak z samolotu wychodzą jego rodzice. Byłam tak zdziwiona , że nie wiedziałam co mam Łukaszowi powiedzieć przez telefon.
-Przyjedziesz?
-Ale...
-Nie pytaj sama nic nie wiem...
-No ok....
Po 17 wszyscy zasiadaliśmy w moim skromnym mieszkanku.
-No to słucham.- powiedziałam.
-Nie wiem chyba jak zacząć....
-Mamo miałaś całą drogę z domu do Dortmundu!
Mama i tata spojrzeli na mnie, na Łukasza i znowu na mnie. na jego rodziców , na niego i znowu na mnie.
Nie miałam pojęcia co się stanie. Może jakoś dowiedzieli się o tym, że Jurgen...Nie nie możliwe, co by to miało wspólnego z Piszczem!
-Ada, Łukaszu...- zaczęła mama Piszczka
Głos jej się urwał. Spojrzałam na obrońce BVB. Ten podszedł do mamy , która zaczęła płakać.
-Nie płacz! Co się stało? - powiedział.
-Wy...Wy nie możecie być razem
-Ale...-Łukasz już chciał coś tłumaczyć, ale może nie warto czuje, że jeżeli teraz zaprzeczymy nie dowiemy się czegoś bardzo ważnego.
-Wy nie możecie być razem, bo ...Ada...Łukasz to twój brat....- zaczęła płakać teraz moja mama.
Nic nie zrozumiałam. Jak to mój brat!? Jak to możliwe! Piszczek i Pilska ? To inne nazwiska, inni rodzic.. czy to ...nie to nie możliwe....
-Łukaszku...My...byliśmy za młodzi na dziecko...- powiedział mój tata.
Czyli to Łukasz był adoptowany.
Łukasz wstał. Spojrzał w oczy mojego ....naszego taty i tylko przecząco pokręcił głową. Wyszedł.
-Jak mogliście... To ukrywać i mu to zrobić!? JAK? - krzyknęłam do naszych rodziców i pobiegłam za Piszczkiem, a może za Pilskim...nie ...to nadal ten sam Piszczu. Łukasz biegł coraz szybciej i szybciej. W końcu znikł mi z oczu w małym miejskim lasku. Nie poddałam się ! Wbiegłam w uliczkę...jedną, druga trzecią widziałam go!
-STÓJ! - krzyknęłam.
On zwolnił... przeszedł do spokojnego marszu...w końcu staną na czwartej alejce.
Dobiegłam do ... mojego brata.
-Nic nie wiedziałaś?- zapytał ze łzami w oczach.
-No pewnie , że nic...nie wierze jak oni mogli...oddać własne dziecko do adopcji...- sama zaczęłam płakać, było mi wstyd za nich, ale i byłam zła za to, że nic nam nie powiedzieli.
-Co my teraz z tym zrobimy?- zapytał .... mój brat.
Milczałam, zapatrzyłam się w jedne punkt.
-Możemy tam wrócić, albo pójść do mnie... jeżeli będziemy dłużej siedzieć w tym parku i beczeć to paparazzi od razu się tu zlecą.
-Chyba nie mam siły, żeby tam wrócić. Zaczęło mi się kręcić w głowie. usiadłam na ławce.
-Ada? Wszystko OK?- zapytał
-Tak...
Wstałam i poszliśmy do jego auta kierując się w stronę jego domu.
-kawy?
-Tak poproszę...
Siedzieliśmy trzy godziny rozmawiając i milcząc na przemian. Nie miałam tak naprawdę pojęcia co się dzieje. Znowu zakręciło mi się w głowie., bo niestety na kawie się nie skończyło.
-Zostań... Chcesz tam wracać?
-Sama nie wiem...
-Zostań. W końcu jesteśmy rodziną, siostrzyczko.- i pierwszy raz dziś się uśmiechną
Wzięłam z niego przykład.
-Dobra zostanę, braciszku!
W pokoju dla gości Łukasz przygotował mi łóżko , dał koszulkę do spania. Najpierw z szafy wyją jakąś koszulkę Kuby. Gdy tylko zobaczył na numerek 16 i na mnie pokręcił głową.
-Łukasz...Długo to trwało?- zapytałam patrząc na tą koszulkę
-Nie...Oni... Ada ja nie jestem pewny czy oni są ze sobą czy po prostu...no wiesz...
-Agnieszka taka nie jest...mimo wszystko...
Łukasz dał mi w końcu koszulkę Reusa, w tedy od razu pomyślałam, że Zuzka musi się o wszystkim dowiedzieć...
Tylko czy ja teraz chcę o tym rozmawiać...W mojej głowie było co raz więcej problemów...Kuba, Agnieszka, Jurgen, Łukasz...
-Łukasz... możemy pogadać..., ale obiecaj, że nikomu nie powiesz ! Nawet Zuzka i Klaudia nie wiedza!
-Jasne! Mów!
Opowiedziałam mu WSZYSTKO! Wyżaliłam się chyba tak jak potrzebowałam! Wyżaliłam się swojemu bratu!
-Ale....Jurgen...A co ty na to?
-Łukasz ja... właśnie ja nie wiem...
-Boisz się myśleć co dalej?
-Jak rozwiąże jakiś problem to pojawia się następny...
Znowu rozbolała mnie głowa!
- I ta głowa...- dodałam..
-Połóż się ... Dobranoc. Rano będzie lepiej! Jak coś to mnie obudź w nocy. Mam leki na ból głowy w dolnej szafce w kuchni.
Położyłam się spać..., ale to nie miało sensu. I tak nie zasnęłam. Potrzebowałam chwili odpoczynku... Jeszcze jedne mecz w Bundeslidze i mamy przerwę..MECZ!!!! Własnie za dwa dni mecz!!!!!!!!!!
Już widziałam co zrobię ! Już miałam plan!
Rano obudził mnie zapach owocowej herbaty, ja pożyczyłam laptopa od Łukasza i opowiedziałam mu o moim planie.
tumblr

-Jesteś pewna?
-To tylko na jakiś czas....
-Ale chcesz to wszystko zostawić....
-Łukasz muszę... Pędzę muszę spotkać się z Kloppem.
-Siostra...Wiesz co robisz?
-Nie mam pojęcia!
Uśmiechnięta wyszłam z domu MOJEGO BRATA!
-Trenerz...
-Ada mówiłem Ci już coś...
-Przepraszam...Jurgen Ty wiesz, że to chyba jedyne wyjście.
-Ale ja Ci tu pomogę wszytko...
-Wrócę z odpowiedzią na twoje pytanie.- spojrzałam na bransoletkę.
Odbyłam trening i wróciłam do domu, gdzie zamiast rodziców zobaczyłam karteczkę. " Przepraszamy! wróciliśmy do domu!""Pa córeczko...i syneczku"
Spakowałam torbę i walizkę. Zamknęłam okna i drzwi.
-Ada jesteś tego pewna?- zaczepiły mnie jeszcze na schodach Zuzka i Klaudia.
-Tak...
-Pa
-Pa











wtorek, 10 grudnia 2013

rozdział 13

-Kuba , a może dziś pójdziemy do...
-Aduś nie mogę dziś, jestem umówiony z Piszczem.
Powiedział i trzasną drzwiami. Niby wszystko było jak dawniej. NIBY. Spędzaliśmy coraz mniej czasu. Kiedyś nie wychodził tak często na spotkania z kumplami. Mówił, że ma ich na co dzień na treningach, a  czas po niech ma na mnie. MÓWIŁ.
Nie chciałam prowokować kłótni, ale gdy wieczorem, właściwie nocą wrócił do domu musiałam z nim porozmawiać.
-Kuba, mamy dla siebie coraz mniej czasu.
-Ale
-daj mi dokończyć. Co się dzieje? Coś jest nie tak? Dlaczego tak często wychodzisz z domu?
-Jestem młody chce się wyszaleć.
-To nie możemy poszaleć razem? Jestem twoją dziewczyną!
-Ada jestem zmęczony...
I jak zwykle uciął rozmowę kierując się w stronę łazienki. Miałam ochotę krzyknąć "nie skończyłam jeszcze" Ale co by to dało?
Siedziałam przed TV oglądając co popadnie. SAMA. Stwierdziłam, że muszę już iść spać, bo nie wstanę jutro. Rano, gdy się obudziłam Kuby już nie było w domu. Gdzie on mógł być o 6:00!!??
Zjadłam śniadanie wzięłam kluczyki od auta i zostawiłam karteczkę na stole "Gdzie ty byłeś rano? ~Ada"  - wyszłam z domu, sprawdziłam jeszcze czy dobrze zamknęłam drzwi i zaczęłam schodzić na dół, gdy usłyszałam, że cos się dzieje u Agnieszki. Zapukałam. Nie chciałam by spóźniła się na trening.
-Ada? Ty jeszcze tu? Nie boisz się, że się spóźnisz?- zaśmiała się Klaudia.
-Leć, ja najwyżej Cię dogonię - odpowiedziałam.
Klaudia zeszła na dół, a ja usłyszałam, że ktoś otwiera mi drzwi. Spodziewałam się zobaczyć tam Agnieszkę, ewentualnie Matsa, ale nie...
-KUBA??? Co ty tu...Co ty..U Agnieszki....- byłam zaszokowana.
Przede mną staną mój chłopak w samym ręczniku, gdy z łazienki wyszła Agnieszka.
-Ja już lecę kocha...- urwał jej się głos gdy zboczyła mnie w drzwiach.
-Jak mogłaś? JAK MOGŁAŚ????- spojrzałam na nich jeszcze raz i zbiegłam ze schodów , wsiadłam do auta i ruszyłam na SIP. Płakałam. Jak oni tak mogli. Próbowałam doprowadzić się do ładu przed wejściem do szatni.
Szybko się przebrałam.
-Zuzka...musimy pogadać....Klaudia... ty też...- powiedziałam gdy wyszłyśmy z szatni.
-O co chodzi?- zapytała Klaudia- Mam dziś spotkanie z Renem
- To Może poczekać...Zuzia ty możesz?
-Tak - uśmiechnęła się.
Zaczęliśmy biegać te kółeczka. Z jednej strony nie miałam na nic siły, z drugiej biegłam jako jedna z najszybszych- nosiła mnie złość. Nie wiedziałam co robić.
-Ada...Co ty dziś taka nerwowa Kuba Cię wkurzył?- zaśmiał się Kloppo.
Nie wiem co we mnie wstąpiło, wybiegłam z murawy , gdzie zobaczyłam spóźnioną Agnieszkę
-Ada...to nie ..
-Nie mam ochoty tego słuchać...udawałaś moją przyjaciółkę by być z KUBĄ???- Krzyknęłam jego imię.
Wtedy wybiegł tez do nas Jurgen, który nic nie zrozumiał bo mówiłyśmy po Polsku.
-Ada... Co się dzieje? - zapytał.
Rozkleiłam się jak dziecko. Jak nigdy.
-Coś z Kubą? - zapytał- przepraszam nie chciałem Cię urazić.
Nic nie mówiłam. Po prostu - płakałam. A co miałam powiedzieć, że Kuba mnie zdradził z moją przyjaciółką, że dowiedziałam się o tym kilka godzin temu...?
Trener poklepał mnie po ramieniu.
-Kuba mnie zdra...
Nie dokończyłam nie mogłam. Jurgen przytulił mnie i powiedział, że mam się iść przebrać i jechać do domu. Poszłam do szatni przebrałam się i czekałam na Zuzke. Przed SIP czekał na Klaudię Ren.
-Jest Klaudia?- zapytał łamaną angielszczyzną
-Ma jeszcze trening, poczekaj jeszcze 20 minut! - powiedziałam i usiadłam z nim na ławce.
On opowiadała mi tym swoim słabym angielskim, jaka Klaudia jest genialna. Ciężko było mi się z nim dogadać- bariera językowa. Dobrze, że Klaudia znała Japoński.
Zobaczyłam jak czerwone ferrari podjeżdża pod stadion. Poczułam taką ...nienawiść.
-Dlaczego?- podeszłam do niego i zapytałam jednym słowem- DLACZEGO KUBA?????
-Jakoś tak...Ja nie...
-Dlaczego z Agnieszką...?
-My tego nie planowa...
-Lepiej nic już nie mów.
Całą rozmowę słyszała Zuzia i już wiedziała o czym chce z nią pogadać.
Ren podbiegł do Klaudii i rzucili się sobie w objęcia. Pełni miłości, wierności, no właśnie WIERNOŚCI!
Poszłam z Zuzką do kawiarenki...ale nie do Latte...nie chciałam znać osoby, która mnie tam pierwszy raz zaprosiła...
Opowiedziałam jej wszystko. Była w szoku.
-I wtedy... jak go u niej zobaczyłam...My się przyjaźniłyśmy!- mówiąc do wycierałam kolejne łzy
-Sama w to nie wierzę...Ada...
I tu wiedziałam , ze Zuzanna ma plan, i oczywiście go miała! Wyrzuciliśmy wszystkie rzeczy Kuby. Ale nie do śmietnika, a pod drzwi domu Agnieszki.
Potem chciałam zostać sama. Nie było mi to jednak dane. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Trener?
Zdziwiona otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka.
-Musze Ci coś powiedzieć.
Był poważny, bardziej niż zwykle.
-Ada...Adriana....
No wiedział jak mnie pocieszyć - moje dobrze wypowiedziane imię :)
-Ada...Bo wtedy, gdy rozmawialiśmy, gdy wszedł lewy... Ja Chciałem Ci powiedzieć cos innego...
-Słucham...- byłam ciekawa, spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego!
-Ja się...chyba...ja się..tak....za...zakochałem w Tobie...- powiedział tak nie śmiało
Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Naprawdę. Zamurowało mnie to. Przecież nie z takich sytuacji wychodziłam!
-Trenerze...
-Jurgen...- miał to chyba znaczyć, że przechodzimy na "Ty"
-Ja muszę to wszystko uporządkować , za dużo się dzieje, za dużo...
-Rozumiem, po prostu musiałem to powiedzieć.
Uśmiechnęłam się tylko.



zdj.FB
na stole, zostawił małe pudełeczko. I wyszedł
Na pudełeczku była karteczka- to prezent dla ciebie!
Uśmiechnęłam się - mimowolnie!
To już drugi raz tego dnia- mimo wszystko.
-Co ????Jego Chyba*** Ja się z nim...
-Marco spokojnie...Kuba..
-Czy on jest **** normalny
Usłyszałam głośną rozmowę Zuzki z Marco. Musiałam się położyć. Za dużo tego- zdecydowanie.
Rano, nie miałam ochoty by wstać. Nic mi się nie chciało- NIC!
Zebrałam się jednak na trening. Tylko czy to dobry pomysł? Dlaczego nie!
A może  najpierw wszystko uporządkuje!?
Nie...Nie odpuszczę treningów przez Kubę. Już miałam wychodzić z domu, gdy wróciłam się po jedną małą rzecz!
Gdy przebraliśmy się w szatni - weszliśmy na murawę. Klopp spojrzał czy wszystkie są! wszystkie OBECNE!
-Ada...Ty...
Był zdziwiony, gdy zobaczył na moim nadgarstku bransoletkę. Nie spodziewał się tego. Uśmiechnęłam się tylko i wróciłam do drużyny!
Po jak zwykle wyczerpującym treningu przed Signal Iduna Park stał Ren. Klaudia dziś musiała go odwieść na lotnisko. Musiał wracać na kilka dni.
Wróciłam do domu i napisałam sms-a o tym wszystkim co się działo do Anity. W tej chwili zadzwonił Łukasz. Łukasz Piszczek.
-Ada...Możemy pogadać...O Kubie?
-Nie mam ochoty o nim rozmawiać. Musze skończyć ten temat...
-Ada....
Zgodziłam się. Umówiliśmy się w parku.

-Gdy On mówił Ci, że idzie do mnie szedł do Agnieszki, czasem pożyczałem im dom... abyś się niczego nie zorientowała...
Nie miałam na to wszystko słów.... Kuba zdradził mnie tak samo jak Karol... Dlaczego??
Długo tak rozmawialiśmy... chodząc razem po parku- a to idealny kąsek dla mediów
Już rano kolejnego dnia w Polskich i niemieckich gazetach pojawiły się nagłówki!
"Zdrada z najlepszym przyjacielem" - i nie chodziło tu o Kubę, a..o mnie.
Dostałam telefon.
-Ada???- zadzwoniła zdenerwowana mama.
-Tak mamuś
-Nie możesz się z nim spotykać.
-Z kim?
-Z Łukaszem !!
-Ale ja...
-NIE MOŻESZ! Jadę z tatą do Dortmundu musimy Ci coś powiedzieć....

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 12

Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam śpiącego obok mnie Jakuba. Uśmiechnęłam się. Pierwszy raz ktoś tak się o mnie troszczył. Do sali wszedł Marco.
-Co ty tu robisz , wracaj do łóżka!
-Chciałem sprawdzić jak się czujesz, przecież przeze mnie tu trafiłaś. Gdybym wtedy się nie zgodził na te wyścigi, dlaczego ja...
Ucięłam mu wypowiedź.
-Marco, to mogło zdarzyć się każdemu. Rozumiesz? Wszystko jest dobrze, każdy jest zdrowy. Pamiętaj nigdy nie będę zła za to co zrobiłeś. To był wypadek.
-Ale po co ja się godziłem.
-Było minęło. To nie czas by gdybać " Co by było gdyby było".
-Zawsze do wszystkiego podchodzisz tak optymistycznie?- zapytał młody Niemiec.
-Często. Nie ma sensu się zamęczać tym co było. Było minęło. Żyję się dalej.
Do sali wszedł Jurgen Klopp.
-Dzień Dobry trenerze - powiedzieliśmy
-O moi piłkarze, jacy uśmiechnięci! Aż się dusza raduje!
Uśmiechnęliśmy się jeszcze bardziej, Kuba słysząc nasze chichoty przebudził się i chyba w pierwszej chwili nie widziała co się dzieje.
-Marco?- zapytał
-Nie, Święty Mikołaj!- zaśmiał się Reus.
Przyszedł lekarz, Marco oczywiście musiał wrócić do sali. Kuba poszedł z nim porozmawiać. Zostałam z trenerem.
-Lepiej się już czujesz? - zapytał uśmiechając się tak serdecznie.
-Tak, o wiele. Kiedy kolejny mecz?
-Dziś.- odpowiedział zdziwiony , że nie pamiętam.
O kurcze! rzeczywiście! Gdy byłam w śpiące wszystko mi się pomieszało - dziś nie jest środa tylko czwartek!
-To co tu trener jeszcze robi? Mecz jest za trzy godziny!- powiedziałam
-Buvac się wszystkim zajął. - uspokoił mnie Kloppo
Było mi już coraz lepiej, z każdą godziną. Lekarz powiedział, ze jeżeli wszystko będzie ok, to jeszcze w tym tygodniu wrócę do domu! Zasnęłam.
Obudziłam się, gdy poczułam , że ktoś jest obok mnie. I nie był to Kuba, nie był to tez Marco!
wehaertit .pl

Nie mogłam uwierzyć! Moim oczom ukazała się moja przyjaciółka, która mieszkała w Japonii.
-Anita?- zapytałam zdziwiona!
-Ada! Żyjesz- krzyknęła rzucając mi się do łóżka!
-Co ty tu robisz?- zapytałam nadal zdziwiona!
-Wszystkie prasy piszą o wypadku spowodowanym przez Marco R. i rannej w śpiące Adrianie Pilskiej!
-Te gazety...jak widzisz jestem przytomna! I żyję! Mimo wszystko cieszę się, że tu jesteś, musisz kogoś poznać.
W tym samym czasie do sali wszedł Błaszczykowski!
-Poznajcie się! - przedstawiłam ich sobie!
Długo rozmawialiśmy, dziewczęca drużyna wygrała z Duseldorfem 2:0!
Anita dostała moje klucze, a ja po dwóch dniach wyszłam ze szpitala.
pakując torbę już miałam wychodzić, gdy w drzwiach zobaczyłam:
Zza kwiatów wyłonił się Marco.
-Jeszcze raz przepraszam! - zwiesił głowę wręczając mi piękny bukiet!
-Mówiłam Ci, że nie ma za co! - uśmiechnięta przyjęłam róże i razem z Marco, Kubą i Anitą wyszliśmy ze szpitala!
Zaprosiłam na kawę. No tak miało być skromnie. No MIAŁO być :)
Skończyło się na tym, że na popołudniowej kawce pojawili się Marco, Kuba, Piszczu, Jurgen, Anita, Zuzka, Aga, Klaudia i Ania L.
Teraz musieliśmy rozwiązać sprawę wypadku, bo drugie kierowca zgłosił wszystko na policję i Marco będzie miała sprawę w sądzie.
Trzeba być jednak dobrej myśli. Anita została jeszcze dwa dni, ale musiała już wracać, była redaktor naczelną jednej z największych gazet w Japonii, nie mogło to jednak długo funkcjonować bez niej na miejscu!
Zastanawia mnie tylko jedna rzecz... Dlaczego ostatnio tak dużo czasu Kuba spędza z Aga? Może t tylko przewrażliwienie? Na pewno! :)


sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 11

[Kuba]
Czekaliśmy, cały czas na jakieś informacje. Lekarz nie wychodził z sali operacyjnej, Zuzia siedziała z Pierrem u Marco. Ja zostałam na korytarzu z Jurgenem.
-Co ich podkusiło, żeby się ścigać!- przerwał ciszę zezłoszczony i zdenerwowany Klopp.
-Czy to teraz takie ważne?- zapytałem ze zwieszoną głową
-Masz racje! Teraz ważne, żeby wszystko z nimi było OK.
-Dlaczego to do jasnej ch**ery tak długo trwa! - wykurzyłem się , gdy Adę operowali już 6 godzinę.- Coś musiało pójść nie tak...jeżeli Ona....
-Kuba, wszystko będzie dobrze, siadaj!
Chwilę później z sali wyszedł lekarz, podszedł do nas.
-I Co z nią?- spytaliśmy z Kloppem
-Pani Pilska przeszłą operację, na razie  mogę tylko powiedzieć, że będziemy utrzymywać ją w śpiączce farmakologicznej, jeżeli jej organizm będzie wystarczająco silny za 24 godziny spróbujemy ją wybudzić.
-A co jeśli nie będzie?- zapytałem
Lekarz nie odpowiedział na moje pytanie.
-Mamy nadzieję ,że jej organizm da radę i wszystko będzie dobrze. Trzeba być dobrej myśli.
-Mogę ją zobaczyć- zapytałem
-Ale tylko na chwilę, sala 16.
Jurgen na mnie spojrzał i poszedł ze mną do sali numer 16.
Nigdy więcej nie chciałem widzieć jej w takim stanie. Była cała blada, posiniaczona, pełno rurek po przyczepionych do niej i jakiejś maszyny obok. Spała. Tak bardzo niewinnie.
Usiadł na krzesełku obok, złapałem ją za rękę. Popatrzyłem na szybę przed salą, stał tam Klopp.
-Dlaczego oni się ścigali. Dlaczego akurat wtedy byłaś w tym aucie. Jeżeli coś Ci się stanie oni mnie już nigdy nie zapomną. Jestem obok, pamiętaj.
-Jest silna wyjdzie z tego- powiedział Klopp , który wszedł do sali i złapał mnie za bark. Usiadł obok, na drugim krześle i tak siedzieliśmy 2 godziny. Potem przyszła Zuzka, bo Marco zasną.
-Co z nią?- zapytała, gdy zobaczyła przyjaciółkę w takim stanie.
-ta doba ma być decydująca....- powiedział Klopp
-Agnieszka i Mats już tu jadą, a Klaudia jest w drodze z Polski.
W Tym samym czasie do sali weszła Aga i Mats.
-Co się stało? Co z Adą? Co z Marco?- spytała Agnieszka.
Pierre opowiedział wszystko, poszli do Marco, ja nadal zostałem z Adą.
-Możesz iść do Marco, zostanę z  nią - powiedział Jurgen.
-Nie. Zostanę z nią!-martwiłem się o przyjaciela tak jak inni, ale obecnie on był przytomny, a moja dziewczyna nie.
Zaintubowana leżała tak bez ruchu , nie mogłem uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, ta sama która zawsze była pełna energii i optymizmu, pewnie teraz powiedziała by mi , że "mam wierzyć. Że wszystko się uda"
Zasnąłem tam, Kloppo tak samo. Siedzieliśmy do 2 w nocy i jak obudziliśmy się było już po 10.
Lekarz wyprosił nas z sali i zabrali Adę na jakieś badania. Jeżeli wyniki będą dobre - spróbują ją wybudzić.
Po dwóch godzinach do sali weszły dwie pielęgniarki i trzech lekarzy.
lekarze wyjęli rurkę do intubacji i zaczęli wybudzać Adrianę. Stałem tam i patrzyłem przez szybę. Potrzebowałbym teraz optymizmu, którym dysponowała zawsze Ada.
Powoli zobaczyłem jak Ada otwiera oczy, szybko wbiegłem do sali.
[Ada]
Otworzyłam oczy. Nie wiedziałam co się dzieje. Lekarze chodzili po sali i wykonywali jakieś badania, do sali wbiegł Jakub.
-Kuba...- powiedziałam słabo.
-ADA!!!!
Ten rzucił się do łóżka w którym leżałam, delikatnie się uśmiechnęłam, ale wszystko mnie bolało.
-Ja miałam wypadek... KUBA!! Co z Marco i tym drugim kierowcą!- zapytałam szybko, gdy przypomniałam sobie o tym co się stało. Próbowałam się poderwać z łóżka.
-Ciii...- Kuba delikatnym ruchem dłoni położył mnie na szpitalnej poduszce. - Wszystko z nimi OK, Marco leży kilka sali obok, jest przytomny, a kierowca ma tylko kilka siniaków.
-Marco tez leży w szpitalu? Wszystko dobrze!
-Aduś, wszystko jest OK. Ty zawsze troszczysz się o wszystkich tylko nie o siebie?
-Przecież mi nic nie jest -uśmiechnęłam się
-Leżałaś w śpiączce przez cały dzień. odpoczywaj teraz. śpij!
Kuba złapał mnie za rękę już zamykałam oczy, miałam iść spać, gdy do sali wszedł Jurgen.
-Ada! -krzykną szczęśliwy
-Trenerze? Co tu Pan robi?
-Dwóch zawodników mojego klubu leży w szpitalu. Gdzie miałbym być.
Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
Z dwoma Panami na krzesełkach po boku. ;)
-----
zdj. Weheartit

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 10.

3 miesiące później
Był kolejny piękny dzień. Ostatnie miesiące były cudne! Ja często spotykałam się z Kubą, Marco zbliżył się do Zuzki, a Mats do Agnieszki. Klaudia szukała chłopaka, poznała jednego, miłego Japończyka, gdy była w Japonii u swojej koleżanki. Było idealnie! Wygrywaliśmy lub remisowaliśmy mecze, my- dziewczyny i chłopacy!
 

Agnieszka wróciła do gry po kontuzji i znowu strzelała gole. No i powtórzę znowu BYŁO IDEALNIE!
-Hej! Idziesz do Zuzi?- zapytałam Marco Reusa, który wychodził z SIP.
-Hej! No jasne, jedziesz do domu? Podwieźć cię?- zapytał młody blondyn.
Potwierdziłam kiwnięciem głowy i wsiadłam w auto Marco.
Jechaliśmy dość spokojnie. Zobaczyliśmy obok Pierra , chłopacy stwierdzili, że będą się ścigać do następnych świateł.
Wiedziałam, że to nie będzie dobry pomysł, ale nie myślałam, że aż tak to się wszystko potoczy.
widziałam tylko jak cyferki na liczniku wskazujące jak szybko jechał Reus. Jechaliśmy bardzo szybko. Pierre i Marco jechali łeb w łeb. Na ostatniej prostej, gdy już skręcaliśmy zobaczyłam tylko jak jakieś czerwone auto wyjeżdża z zakrętu
-Marco UWAŻAJ! - zdążyłam krzyknąć , jednak mimo wszystko wjechaliśmy z ogromną prędkością w auto jakiegoś Niemca. Dalej już nic nie pamiętam straciłam przytomność.
[Pierre]
Szybko zahamowałem i wysiadłem z auta, by zobaczyć co się stało z Adą i Marco. Auto mojego przyjaciela był zmasakrowane. Kierowca drugiego auta był przytomny wysiadł z auta z niewielkimi ranami i siniakami, za to gorzej już było z Pilską i Reusem. Przednia szyba była zbita, boki i przód mocno wgniecione. Nie widać było co z nimi. Zadzwoniłem po straż pożarna i pogotowie. Przyjechali bardzo szybko i pomogli wydostać się Adzie i Marco- oboje byli nieprzytomni. Szybko zabrała ich karetka. Zadzwoniłem do Zuzki, która była w szoku , szybko wyszła z domu i razem ze mną pojechała do szpitala. Zdzwoniliśmy też do Kuby i trenera.
[Zuzanna]
Byłam całą zaszokowana telefonem od Pierra, myślałam, że robi sobie głupie żarty, ale gdy zobaczyłam te auta... i pomyśleć, że oni byli w środku. Zadzwoniliśmy do Kuby, bo to logiczne, że musiał wiedzieć. A do Jurgena? hmm chyba po to by wiedział. W końcu to jego piłkarze wylądowali w szpitalu!
[Kuba]
Nie mogłem tego wszystkiego pojąc, zadzwoniła do mnie Zuzanna i mówiła wszystko bez ładu i składu, dopiero gdy zaczęła mówić po Polsku zrozumiałem "Marco....Ada...wypadek...Oni.....są....oni...Ada i Marco....Oni są....w.....szpitalu....."
Cały zdenerwowany pojechałem pod szpital gdzie spotkałem Kloppa. Ciekawe co on tu robił? Ale czy to teraz ważne?
Wbiegłem szybko po schodach, tam siedzieli już Pierre i Zuzka.
-Co z nimi? Co się stało? Jak? - pytałem
-Są operowani.... nic na razie nie wiadomo....- mówił załamany Auba.
Usiadłem obok nich, zdenerwowany Kloppo chodził od prawej do lewej , nie potrafił usiąść.
Po prawie 4 godzinach wyszedł do nas lekarz, wszyscy poderwali się na równe nogi.
-Pan Reus jest już po operacji, leży na sali, będzie powoli wybudzany.
-A co z Adrianą Pilską- spytałem cały zdenerwowany
-Z Panią Pilską nie jest tak dobrze, niestety siedziała po tej stronie , którą auto uderzyło o drugie auto.
-Ale czy ona z tego wyjdzie?
-Na razie nadal jest operowana.
Poslzismy wszyscy do Reusa, jednak wejść do sali mogła tylko jedna osoba. Poszła Zuzka.
-Marco!!! Żyjesz
-Zuzia, Ale co....gdzie ja jestem?
-Marco! Miałeś wypadek, pamiętasz?
-Wy...A co z Adą? I tym kierowcą.
-Kierowca ma tylko kilka siniaków- od tematu Ady, Zuzka chciała odejść, nie chciała go denerwować.
-A Ada?
-Ada...jeszcze nic nie wiadomo...
-To moja wina...ścigaliśmy się z Pierrem, Ada mówiła, że to zły pomysł,
-Odpoczywaj wszystko będzie dobrze!

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 9

Wstałam i przywitałam ten dzień z głowa w chmurach- dziewczyna Błaszczykowskiego. Odważyłam się, zaryzykowałam, mam nadzieję, że nie będzie on taki jak Karol. Mimo wszystko szczęśliwa wstałam, zrobiłam śniadanie-owsiankę i ubrałam się na trening! Jako dziewczyna Kuby... No tak nie pomyślałam o jednym...media. Mam nadzieję, że w Niemczech nie ma takiego rozgłosu. MYLIŁAM SIĘ! Wsiadłam do auta i pojechałam na SIP. Zapomniałam kupić wodę więc poszłam do sklepu. Tam leżała już najświeższa gazeta z kolorowymi zdjęciami - moimi i Kuby.
"Czyżby przyszła Błaszczykowska?"- co jak co, ale nawet ja nie planowałam jeszcze ślubu- brukowce zrobili to jednak za nas. Poszłam na Signal Iduna Park. Przebrałam się pogadałam z dziewczynami i wyszłyśmy na murawę.
Trener był jakoś dziś taki...nieswoi.. Jak nie on. Bez emocji. Jurgen Klopp bez emocji!? To niemożliwe,
-Coś się stało?-spytałam
-Nie...
-widać, trenerze!
-Podejdź po treningu, OK?
-Ok!
I wróciłam do gry. Mimo wszystko nie schodził mi uśmiech z ust! Po zakończonym szybciej niż zwykle treningu podeszłam do Jurgena. Poszliśmy do jego "gabinetu". Tam zobaczyłam na biurku gazetę, tą gazetę.
-Ale...To nie odbije się ani na mojej ani na Kuby grze! Obiecujemy- zaczęłam.
-Ada nie oto chodzi....- zaczął nasz trener.
-A...O co?- zapytałam zdziwiona.
-Bo ja...nie to bez sensu... Bo ja...
Kloppowi przerwał Robert Lewandowski, który właśnie wszedł bez pukania do pokoju. Miał bardzo ważną sprawę w związku z transferem.
 -To ja już pójdę, może później dokończymy tą rozmowę- powiedziałam wychodząc- nie chciałam przeszkadzać.
Poszłam do szatni myśląc co chciał powiedzieć mi Jurgen!
-Co taka zamyślona? - Uśmiechnięty głos mówił do mnie od tyłu.
Odwróciłam się i dałam mu buziaka- był to oczywiście Kuba
-A wiesz...Klopp ma jakieś problemy, smutny jest...
-Ej ! Całego Świata nie zmienisz na lepszy!
-Ale ludzi z mojego otoczenia chyba mogę pocieszać!- uśmiechnęłam się
On tylko odwzajemnił uśmiech.
-Przyjdziesz na obiad?- zapytałam
-Tak! Jak zapraszasz to trzeba korzystać!
Poszłam do sklepu i popędziłam do domu! Miałam 2 godziny. Albo mniej- humor Kloppo. Jestem Ciekawa co mu się dziś stało. Może miał po prostu gorszy dzień. Albo cos naprawdę się stało. Od środka zjadała mnie ciekawość co chciał mi wtedy powiedzieć. O co mogło chodzić.
Skończyłam gotowanie, a do drzwi punktualnie zapukał Błaszczykowski.
-Hej!
-HEJ!
Przywitaliśmy się buziakiem. Nałożyłam obiad i usiedliśmy do stołu.
-Wiesz zastanawia mnie zachowanie Kloppa.
-Ada każdy może mieć gorszy dzień.
-Ale ty nie rozumiesz. On chciał mi cos powiedzieć. Ale wszedł Lewy...
-Ej no , pewnie nic się nie stało. Spokojnie!
Może, ale nie potrafiłam po prostu się uspokoić. Kuba ma racje! Jestem taką osobę, która o wszystkich się troszczy!
Kuba poszedł do swojego domu, a ja jakoś tak nie potrafiłam siedzieć w niewiedzy.
"Co się stało?"- napisałam sms-a do Kloppo
"Nic takiego"-przyszłą do mnie nie bardzo zadawalając odpowiedź
"Trenerze, sama widziałam"
"Naprawdę wszystko OK"
Mimo wszystko ten sms nie rozwiał moich obiekcji.
Spotkałam się z Zuzką i gadałyśmy dobre 2 godziny, potem jeszcze poszłyśmy na wieczorne bieganie. KOCHAŁYŚMY TO! Rozmawiałyśmy prawie cały czas o Kubie.
-No wiesz, bo ja chyba muszę Ci cos powiedzieć..
-No! MÓW!
-Bo ja i .... No Ja i ...No znasz Marco Reusa...?
-Nie...wcale- zaśmiałam się - No mów , bo ciekawa jestem.
-Pamiętasz jak Mats przyszedł do Agi po meczu? No i Ty wtedy poszłaś do tej dziewczynki... I my się wtedy poznaliśmy i się...no spotykamy...
-I ja nic nie wiem??
-No nie było kiedy Ci o Tym powiedzieć, trochę się działo...
-No To witam Panią Reus.
-Witam Panią Błaszczykowską
zaczęłyśmy się śmiać i wróciłyśmy do domu. No to się podziało. Zuzia spotykała się z Reusem, Agą zajmuje się Hummels , a ja chodzę z Błaszczykowskim. Jeszcze tylko Klaudia i pomyślę, że żyjemy w bajce. Wszystko toczy się idealnie. Zakochałyśmy się! Zjadłam kolację i tym razem szczęśliwa chciałam zasnąć. Zapomniałam o Jurgenie, napisał, że wszystko OK, może powinnam posłuchać Kuby, no bo przecież nie będę nachalna i nie pojadę do niego o 19... A może...
Ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i wyszłam z domu. Odpaliłam auto i udałam się w stronę domu Jurgena Kloppa.
Stanęłam przed drzwiami i pomyślałam czy to na pewno dobry pomysł. Mimo wszystko zapukałam do drzwi. Otworzył mi rozczochrany mężczyzna w dresie.
-Ada?- był wyraźnie zdziwiony.
-No to o co chodzi?- zapytałam chcąc kontynuować rozmowę z rana.
-Wejdź- zaprosił mnie ruchem ręki.
Poszedł do łazienki, uczesał włosy, założył okulary, sprzątną stół od chipsów i innych przekąsek, ściszył mecz który leciał w TV i usiedliśmy.
-Trener nie wie, ż eto nie zdrowe- uśmiechnęłam się pokazując na chipsy.
-Wiem, wiem... czego się napijesz...Kawy , herbaty?
-Herbaty.- odpowiedziałam- To co trener chciał mi powiedzieć rano. Co się stało?
- Napisałem, że wszystko już ok.
-Trenerze....- spojrzałam na niego wzrokiem "nie jestem już dzieckiem"
-No bo ja... No bo... - widocznie coś chciał powiedzieć. Coś bardzo ważnego.
-Tak?
-Bo...Zbliża się mecz z Bayernem a my nie mamy obrony!
Zdziwiło mnie to. To nie Kloppo, którego znamy. Załamałby się tak bardzo z powodu problemu? On się nie załamuje- on WALCZY! Wiedziałam, że mimo wszystko nadal coś ukrywa. Ale nie drążyłam tego tematu. Po godzinie siedzenia tam Klopp stał się już weselszy, Stał się po prostu sobą! Po 1,5 godzinie był już pełnym energii facetem! Zasypywał mnie pytaniami na temat obrońców i zaśmiał się czy nie chce stać się mężczyzną na te 90 minut. Był już typowym pełnym emocji trenerem. Byłam spokojna. Pojechałam do domu, gdzie szybko zmęczona zasnęłam.
Myślałam jeszcze przez chwile o tym co napisały gazety, ale to nie ma większego sensu. My z Kubą wiem co i jak ;)